Wspomnienia ze Szwecji

Maciej Matyka i Klaudia Sosnica



Czesc 10: List
Oto list, jaki wyslalem do Prof. Andrzeja Pekalskiego przed sekunda. Wyszlo tak duzo i wydaje mi sie ze tak sensownie, ze chyba warto to zamiescic tutaj. Czekam na komentarze myslicie, ze warto cos takiego wprowadzic u nas?

mam nadzieje, ze nie wydaje mi sie, ze to jest sensowne, tylko dlatego, ze jest teraz godzina 3:03 nad ranem :)

Milej lektury, Maciek, Linkoping, 5.III.2003, g.3:03

Panie Profesorze!

Witam serdecznie (...) Jako, ze koncze swoj pierwszy semestr tutaj, jestem juz w stanie podzielic sie pewnymi refleksjami. Prosil Pan o to, wiec pisze, co daloby sie przeniesc na nasz grunt, a wydaje mi sie ze warto.

Otoz od dluzszego czasu zastanawialem sie, jak to jest, ze tu w Szwecji wszyscy chodza na wyklady. Jak to jest ze ludzie siedza w pracowniach i staraja sie rozwiazywac zadania, robia to tak dlugo, az sie uda.

Wiem i Pan tez na pewno wie jak wyglada to u nas, sa studenci, ktorzy powaznie podchodza do wszystkiego i tacy jak ja, ktorzy potrafia sobie odpuscic od czasu do czasu. Jak w takim razie zostalem zmuszony do wytezonej pracy, pokaze na przykladzie jednego z moich kursow...

Otoz robie tu kurs, ktorego nazwa CFD, to Computational Fluid Dynamics. Kiedy poszedlem na pierwszy wyklad, bylem troche zdesperowany, bo niewiele bylo tu kursow, ktore moglbym wziasc. Okazalo sie, ze te ktore wybralismy wspolnie z Panem dr Oleksym - nie wszystkie sa dostepne i musze szukac kilku nowych. Przykladowo kurs "Introduction to Simulation" okazal sie kursem symulacji.. hmm.. Ciezko sprecyzowac, chodzilo glownie o symulacje w wielkich korporacjach, przeplyw pracownikow, cos mi swita po glowie termin "Manufacturing management" i tym podobne historie.

Dlaczego o tym pisze? Bo kiedy przyszedlem na pierwszy wyklad z CFD, okazalo sie, ze kurs jest prowadzony po Szwedzku. Ja w akcie desperacji zdecydowalem sie ten urs wziasc za wszelka cene, bo jak Pan wie jest to jedna z rzeczy ktora mnie troche interesuje.

Na wyklady nie chodze, bo nie moge. Jednak kurs prowadzony jest scisle wg jednej ksiazki, wiec dostalem dyrektywe, ze mam ja czytac. Oczywiscie nie czytam jej od deski do deski, bo najzwyczjniej nie jest ona interesujaca na tyle zeby ja czytac do poduszki, ale...

Kurs sklada sie z wykladow i tylko z wykladow. Nie ma egzaminu koncowego. Tymczasem odkad tu przyjechalem spedzilem okolo 1 pelnego miesiaca nad CFD. Jak to mozliwe, ze taki leser jak ja (coz badzmy szczerzy) zajmuje sie tyle jednym kursem?

Otoz, pomijajac, ze kurs jest dla mnie ciekawy i to ze sam go wybralem mobilizuje mnie do pracy - zaliczenie kursu stanowia TRZY projekty. Projekty sa dosc duze, trzeba rozwiazac KONKRETNY problem z CFD, takie standardowe probelmy dla ludzi swiata CFD. Kazdy problem wymaga znajomosci innych metod numerycznych, zastosowania innych technik. Z drugiej strony kazdy projekt wymaga przeczytania kilku zrodel na ten temat, bo jak wiadomo artykuly naukowe sa tak napisane, ze trzeba troche nad tym posiedziec...

Co jest w tych projektach takiego, ze sa tak zajmujace? Otoz, moze ja napisze w punktach to, co wydaje mi sie najwazniejsze:

1) Przede wszystkim przed wybraniem kursu doskonale wiedzialem, co mnie czeka, co bede musial rozwiazywac. Nie od dzis wiadomo, ze na przedmiotach u nas czesto listy zadan sa tworzone "na zywo". Oczywiscie nie na wszystkich, ale i tak z reguly listy sa niejako "zaskoczeniem". O tu sie pojawila nowa lista na mechanice kwantowej, za chwile na elektrodynamice itd. Tworzy to pewien klimat zaskoczenia, niezbyt pozytywnego. Wydaje mi sie, ze jako student jesli bede robil listy szybko, za chwile dostane nowe. Nie wiem, ale wydaje mi sie, ze troche zostalem przyzwyczajony, ze jesli "listy nie ida dosc szybko", to jest mniejsza ich czestotliwosc. Czyli: te nasze "jasno okreslone zasady zaliczenia" tak naprawde to tylko jakies 5% tego co jest na Uniwersytecie w Linkoping. Tu przed kursem wiadomo dokladnie co bedzie wykladane, jakie zadania beda do zrobienia, jakie sa terminy oddania tych zadan. Mozna zawsze oddac zadania na pierwszych zajeciach i miec zaliczony kurs - coz, na geniuszow nie ma rady.

2) Zadania sa TYLKO 3, ale sa to zadania ambitne. Ambitne, nie znaczy trudne. Nie wiem, moze przesadzam, ale mam wrazenie, ze troche sie na naszej uczelni studentow meczy. Studiowanie tez moze byc przyjemne. 3 dni temu skonczylem drugi projekt z CFD, nikt nie odbierze mi tej przyjemnosci, jaka odczulem gdy po 3 tygodniach pisania programu, analizowania, przepisywania procedur po raz n-ty uzyskalem zadany wynik. Z rozpedu dopisalem wizualizacje do calego rozwiazania, tak ze raport (ktory pisalem ostatnie 3 dni prawie non stop!) ma duzo grafii, przykladow itp. Dlaczego o tym pisze? Bo mam wrazenie, ze u nas zarzuca sie studentow zbyt duza iloscia przedmiotow, do ktorych cwiczenia zawieraja ogromna ilosc zadan. PRzedmiotow takich jest kilka, tak ze studenci nie rzadko stoja na przegranej pozycji juz na starcie.

Cisnie mi sie na usta, zeby powiedziec cos, co moze jest troche kontrowersyjne - otoz zrobienie zadan (nawet calej listy) z przedmiotu u nas, ma sie nijak do zrobienia jednego zadania tutaj. Dlaczego? Bo zadania sa AMBITNE. Juz o tym pisalem, ale podkreslam - kiedy koncze, mam wrazenie, ze cos osiagnalem, ze to praca, ktora ma jakis sens, a nie zadanie, ktore rozwiazalo 150 studentow przede mna. Inna sprawa, ze podstawy do tego zdobylem we Wroclawiu.

3) Oprawa. Cale to robienie zadan sprowadza sie do napisania koncowego raportu - w stylu artykulu, z ilustracjami, kodem zrodlowym, teoria itp. Nie wiem, ale jak oddaje taki raport, to tez mam jakies wewnetrzne zadowolenie, ze odwalilem kupe roboty i sie oplacalo. Poza tym raport taki moge zamiescic w internecie, itp. To cos, jak II pracownia, choc takiego horroru jak II pracownia to tu w Linkoping nie ma, ale to juz inna historia.

4) Kurs sie zmienia. Sa nowe zadania. Nie jest tak, ze ciagle robi sie to samo, to tez pozwala czuc, ze robi sie "swieze" rzeczy.

Nie wiem, czy juz to czuc z mojego listu, ale staram sie uwypuklic znaczenie ambitnosci stawianych nam studentom zadan i celow.

Kilka przedmiotow we Wroclawiu na WfiA jest juz podobnie prowadzonych, ale ciagle nie do konca jest to to samo... Coz, bede konczyl, bowiem czeka mnie najtrudniejszy, trzeci raport z CFD. Dodam tylko, ze oprocz tego mamjeszcze w tym semestrze dwa inne kursy. Wszystkie sa prowadzone podobnie, jeden z nich ma dodatkowo egzamin. Poza tym CFD jest wyjatkiem jesli chodzi o to ze cwiczen nie ma, na innych kursach sa.

Acha, projekty sa wymagane do zaliczenia kursu. Nie ma zadnego obowiazku zaliczenia kursu, mozna go nie skonczyc, konsekwencji nie ma. Kazdy projekt jest oceniany w pewnej skali punktow, o czym przed kursem dostalem wydruk (wraz z opisem kazdego z projektow).

Coz, ciesze sie ze we Wroclawiu sie na tyle wyedukowalem, zeby sobie poradzic z tym kursem. Napisalem to wszystko, bo Szwedzi to taki narod, ktory sobie umie zycie ulatwiac. Moze cos Pan z tego wykorzysta chociaz w swoich zajeciach, nie wiem. W kazdym razie wydaje mi sie, ze skorzystac moga obie strony. Ja wiem po sobie, ze mi taki uklad pasuje bardziej, niz lista 10 zadan tygodniowo, ktorych i tak nie zrobie.

(...)

Maciek Matyka